Kot w pustym mieszkaniu
Umrzeć - tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
ze tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
Musli spędziła ok. 10 dni w schroniskowej klatce. Okazało się, że tylko jej Pani kochała ją ponad życie. Niestety odeszła pozostawiając tą rudą kulkę. Dzieci nie chciały zająć się kotką i tak oto trafiła do schroniska. Poznałam ją dokładnie w tej pozycji. W zasadzie większość czasu w takiej pozycji przebywała. Po tygodniu niejedzenia ani poruszania się po klatce zaczęłam się zastanawiać. Czy uda się jej wyjść z tego dołka psychicznego? Po kolejnych kilku dniach nie wytrzymałam.... Okazało się, że kotka nie chce jeść i siedzi cały czas skulona. Pojechała ze mną do domu.....

0 komentarze:
Prześlij komentarz